„Po pierwsze, ja po prostu bardzo lubię psy” – wywiad z psycholog dr Magdaleną Grabowską

Każdy, kto kiedykolwiek miał czworonożnego przyjaciela, wie jak jego obecność uspokaja i zwiększa poczucie bezpieczeństwa. Pies stoi niejednokrotnie na pierwszej linii wsparcia psychicznego, pocieszając nas nawet samym spojrzeniem. O miłości do psów i ich pozytywnym wpływie na osoby w trakcie terapii psychologicznej rozmawialiśmy z dr Magdaleną Grabowską, która prowadzi gabinet psychologiczny, do którego klient może przyjść ze swoim psem.

Pies w Bydgoszczy: Skąd wziął się pomysł, żeby klienci przychodzili na wizyty ze swoimi psami?
Magdalena Grabowska: Po pierwsze, ja po prostu bardzo lubię psy. Po drugie, zaczęło się od klientki, która była w trakcie terapii; miała szczeniaka sznaucera średniego i stwierdziła, że będzie miała problem, żeby do mnie przychodzić. Nie chciała zostawiać szczeniaka samego w domu, więc powiedziałam jej, że jeśli ma kłopot z psem, to niech weźmie szczeniaka „pod pachę” i przyjdzie do mnie po prostu – co to komu przeszkadza? Potem zaczęły przyjeżdżać różne osoby z psami. Druga była klientka przyjeżdżająca do mnie od lat, którą sama namówiłam na to, żeby miała psa. Miałam w tym kilka ukrytych celów terapeutycznych, które zresztą udało się zrealizować. Skoro sama ją namówiłam na psa, to musiałam się zgodzić, żeby z tym szczeniakiem przyjeżdżała. Potem, gdy pytałam ludzi, co im zazwyczaj daje przyjemność, radość i ktoś wspominał o psie, to zawsze zaznaczałam, że jeżeli ktoś chce przyjść z psem, to nie ma problemu, bo to ma same korzyści.

PwB: Jak wiele osób korzysta z takiego rozwiązania?
MG:
Niedużo, bo jeżeli ludzie jadą prosto z pracy, to jest większy kłopot, żeby jechać do domu i zabrać swojego psa. Część osób jest przekonana, że będzie ich to rozpraszać i rzeczywiście tak może być, bo to zależy od psa. Jeśli jest to pies pt. „napęd foksteriera”, to może być różnie, ale wyważone psy nie przeszkadzają. One sobie pochodzą po gabinecie, po czym gdy stwierdzają, że wszystko jest bezpieczne i nic złego się nie dzieje, po prostu zasypiają, tak więc nie ma zazwyczaj żadnego kłopotu.

dsc_8578oz_maly

 

PwB: Czy są jakieś grupy klientów, które chętniej przychodzą z psami, na przykład kobiety, mężczyźni, jakieś konkretne grupy wiekowe?
MG:
Jeśli chodzi o płeć – nie ma żadnej różnicy, byli i panowie z psami, i kobiety, i to w równej proporcji. Wiek… też raczej osoby w różnym wieku, bo przychodzili i dwudziestoparolatkowie, i pięćdziesięcioparolatkowie z psami. To są po prostu ludzie, którzy lubią swoje psy.

PwB: Jaki wpływ na klientów mają wizyty w towarzystwie ich psów? Czy faktycznie można zauważyć jakieś pozytywne zmiany dzięki temu?
MG:
Tak. Są widoczne efekty. Przede wszystkim ja zazwyczaj podpowiadam, że można tutaj przyprowadzić psa, osobom, które zmagają się albo z jakimś bardzo trudnym problemem życiowym, albo osobom, które mają problemy lękowe. Dlatego, że pies działa też biologicznie. Głaskanie, dotyk podnosi poziom oksytocyny, dopaminy i działa wyhamowująco na pobudzenie układu współczulnego. To są te parametry, które powodują, że u człowieka redukuje się poziom stresu i napięcia emocjonalnego, więc jeżeli ktoś zmaga się z jakąś traumą, mówi o czymś szczególnie dla siebie nieprzyjemnym, to jest bardzo ważne, żeby siedziało obok coś, co można w każdej chwili przytulić, pogłaskać i osłabić te emocje. Jest to, myślę, najbardziej drogocenna konsekwencja posiadania przy sobie psa. To powoduje, że ludziom łatwiej się mówi. Poza tym każdy pies daje poczucie bezpieczeństwa – takie poczucie, że tu w gabinecie jest kawałek własnego domu. Terytorium jest już bardziej oswojone, nie jest też tak bardzo formalnie. Gabinet psychologiczny nie jest gabinetem lekarskim; obecność psa powoduje, że tu nie jest szpitalnie.

PwB: Czy są jakieś warunki, które trzeba spełnić, żeby móc przychodzić na terapię z psem?
MG:
Pies musi być zsocjalizowany w miarę przyzwoicie. To, że on się na początku pokręci, połazi, poszpera po kątach, to jest normalna, oczywista sprawa, ale nie może to być pies, który nie toleruje innego człowieka, tzn. ja nie mogę się czuć zastraszona w swoim gabinecie, to jest podstawowa zasada. Wielkość psa nie ma znaczenia – były maltańczyki, i były shih-tzu, a przeważają owczarki niemieckie. Nie trzeba przesadnie dbać o higienę, w tym sensie, że nie martwić się tym, że pies naniesie na łapkach brudu – ja mam psa, więc wiem doskonale, że po psie trzeba posprzątać i nie robię z tego powodu dramatu. Tak więc moje minimalne oczekiwanie jest takie, żeby mnie cudzy pies w moim własnym gabinecie nie zagryzł…

PwB: Czy Pani pies pomaga Pani w jakiś sposób w pracy i w życiu prywatnym?
MG:
W życiu tak, ale do pracy mój Bigos się nie nadaje. Bigos jest polskim owczarkiem nizinnym, tak więc jego pierwotna użytkowość nie jest w żaden sposób dogoterapeutyczna. Poza tym Bigos jest ostry, bardzo nieufny, jak to polskie owczarki nizinne. Do terapii nadaje się więc, niestety, tak jak ja do baletu, ale ja sobie życia bez psa nie wyobrażam. Jestem psiarą. Zawsze miałam psy, z tym że to były jamniki szorstkowłose, ale po śmierci mojego ukochanego jamnika stwierdziłam, że mi jest potrzebny pies, który może bez szkody dla kręgosłupa chodzić po schodach. Jamnik mnie ograniczał dosyć mocno. Uwielbiam jamniki szorstkowłose; uważam że to jest najmądrzejsza rasa wszech czasów, ale mieszkam w domu piętrowym, w związku z tym jamniki trzeba było dźwigać i stwierdziłam, że prędzej mnie kręgosłup odpadnie niż jamnikom, więc wymyśliłam sobie, że chcę mieć coś dużego i puszystego, i tak pojawił się Bigos u mnie w domu. To jest moje źródło radości, mój kompan, „odstresowywacz”. Gdy przyjeżdżam po pracy, a przyjeżdżam późno, bo pracuję do 20:00-21:00, to najpierw mamy 15 minut bawienia się piłeczkami, przytulania się, całuski, a potem może cała reszta rodziny się załapać. Dla mnie to jest kapitalne źródło radości i dlatego też ludziom polecam posiadanie psa, oczywiście tym, którzy lubią psy. Nic na siłę, ale biorąc pod uwagę to, jakie korzyści daje obcowanie dorosłym i dzieciom z psami, to im więcej psów, tym lepiej…

PwB: Czy są jakieś psy, które mają lepszy albo gorszy wpływ, bardziej albo mniej się nadają?
MG: Można by stwierdzić głupawo, że im większa powierzchnia do głaskania, tym lepiej. Ale czy ja wiem? Przychodziły „mieszanki artystyczne” czyli kundelki, rasowce, były małe psy, były duże.
Najważniejsza jest więź właściciela z psem, to się liczy, a nie czy rasowe czy nierasowe i jakich rozmiarów. Chociaż kiedy sobie przypomnę pewnego przepięknego maltańczyka, to tutaj można by było się zastanowić, ponieważ ten pies miał taki napęd, że przez godzinę non-stop śmigał po gabinecie. No i tutaj jest to już problem, bo rzeczywiście takie psie tornado może rozpraszać. Jeden pies mnie tylko raz rozproszył na chwilę i nie mówię o biegającym maltańczyku. Przyszedł pewnego razu pembroke corgi – jakie to śliczne… te uszy… te oczy… jak to cudo siadło i popatrzyło na mnie… przyznaję, że musiałam wykrzesać z siebie 100% mocy, żeby się skoncentrować na właścicielce.

PwB: Czyli nie ma Pani żadnych złych wspomnień związanych z psami?
MG: Absolutnie żadnych. Małe, duże, wszystkie psy właściwie zachowują się tak samo. Ja nie mam żadnych złych doświadczeń, tak więc nie wiem, czemu miałoby się nie gościć psów. Micha z wodą i parę chrupek zawsze gdzieś tam jest w zanadrzu. Fajnie jest z psami. Dla mnie to też jest przyjemność, nie ukrywam. To, że jest sobie pies, dla mnie też jest to po prostu miłe.

PwB: Czy jest dużo takich miejsc, gabinetów psychologicznych, poradni, różnych miejsc wsparcia, gdzie można wejść z psem? Domyślam się, że nie…
MG: No właśnie nie. Przyznaję, że ja mogę nie wiedzieć, ale nie przychodzi mi do głowy gabinet w Bydgoszczy, gdzie można wejść z psem. Może jeśli trafi się na jakiegoś psiarza, to można zapytać, czy można przyjść z psem? Nie jest to aż tak popularne, to wszystko się u nas dopiero upowszechnia.

dsc_8581oz

PwB: A czy myśli Pani, że to będzie się stopniowo zmieniało?
MG: Myślę, że tak, tyle że te wszystkie zmiany idą powoli. Tym bardziej, że moim zdaniem w mediach jest niezła nagonka na psy. O psach często pisze się w kontekście negatywnym – że psy to tylko koszmarne kupy, które są jednym jedynym śmieciem w całym mieście; że psy szczekają; że psy kogoś pogryzły itd. Myślę, że będzie się to zmieniać, że już nie będzie takim strasznym problemem wejście do zwyczajnego sklepu z psem, ale to będzie się dziać powoli, bo mentalność tak łatwo się nie zmienia. Od psa przy budzie, który nie miał żadnych praw do psa, który może wejść do sklepu jest kawał drogi w mentalności społecznej.

Dodaj komentarz